Fotografie malowane światłem - Blog FOTOJOKER.pl

Fotografie malowane światłem

Zapraszamy do lektury artykułu autorstwa Adriana Mechockiego, który podczas fotografowania korzysta z długiej ekspozycji. W ten sposób uzyskuje piękne, hipnotyzujące kadry które wyglądają jakby były namalowane światłem. Artykuł pochodzi z magazynu CEWE Foto Inspiracje nr 2/2019.

Fotografie malowane światłem

A co jeśli powiem, że te fotografie są rzeczywiście fotografiami? Nie grafiką komputerową. Nie owocem wyobraźni zręcznego malarza. To zdjęcia, które nie widziały programów graficznych. Wszystko co na nich widać jest zarejestrowane wyłącznie przez sam aparat. Oto działanie tzw. długiej ekspozycji.

Fotograf z przypadku

Moja przygoda z fotografią rozpoczęła się niedawno. Nie dalej jak rok temu kupiłem pierwszy aparat. Był mi potrzebny do filmowania na urlopach i wakacjach oraz do tego, aby zmotywować się do częstszych podróży. Jak wiadomo nic tak nie motywuje jak wydane pieniądze i chęć by nie okazały się wyrzucone w błoto. Bo skoro kupiłem sprzęt za niemal całą wypłatę to teraz powinienem go używać. Parę filmów nawet zrobiłem, ale prawdziwa przygoda miała się dopiero rozpocząć. W dodatku przez zupełny przypadek…

fot. Adrian Mechocki

fot. Adrian Mechocki

Pewnego wieczoru, nawiązując kontakt wzrokowy z obiektywem aparatu leżącego na półce, postanowiłem spróbować zrobić z nim to do czego oryginalnie zobowiązuje go przeznaczenie – po prostu zdjęcia. Wszak perspektyw na jakiś wyjazd wtedy nie było, a sprzęt zaczynał zbierać kurz i moja frustracja w związku z tym zaczynała rosnąć. Trzeba było działać, by kurz nie zebrał się i na mnie. Uznałem, że eksperymenty to znacznie lepsza droga nauki niż instrukcja obsługi. Wycelowałem obiektyw w obraz na ścianie i nacisnąłem spust migawki. Ale nic się nie stało. Ekran aparatu zrobił się czarny, podgląd zniknął, ale dioda sygnalizująca działanie aparatu świeciła się. Pacjent żyje! Za chwilę usłyszałem klik i pokazał się zupełnie biały ekran. Czyli pacjent owszem żyje, ale najwyraźniej jest w ciężkim stanie. Pomyślałem, że na bank dostałem trefny egzemplarz. Przed oczami zobaczyłem obraz sprzedawcy proponującego mi dodatkowe ubezpieczenie sprzętu i siebie odmawiającego z uśmiechem – taki wtedy byłem, łatwo się zrażałem. Zamiast wycieczki do sklepu wybrałem się w głąb Internetu. Okazało się, że to bardzo popularna sprawa, ale bynajmniej nie problem, lecz po prostu długi czas naświetlania.

Fotograficzna joga

Zacząłem o tym czytać. Odkryłem technikę malowania światłem i dowiedziałem się dlaczego ekran był najpierw czarny, a potem biały. Po prostu pojedyncze zdjęcie w tej technice może być wykonywane przez dowolny czas i rejestruje ścieżkę każdego światła, które wejdzie w kadr. Jak światła jest za dużo to zdjęcie wychodzi bielutkie i często prześwietlone. Ludzkie oko działa na podobnej zasadzie. Chodzi o zjawisko powidoku. Kiedy zaświecimy sobie latarką w oczy i będziemy nią poruszać to po zamknięciu powiek zobaczymy trasę latarki niby wyrytą na ich wewnętrznej stronie.  (W razie czego – nie polecam tego eksperymentu!).

fot. Adrian Mechocki

Postanowiłem się tym pobawić i bawię się tak do dzisiaj. Do oświetlania modeli używam różnego rodzaju światełek. Wszystko z tanich chińskich sklepów lub popularnych kiedyś, ale nadal istniejących miejsc typu „wszystko po 5 zł”. Nadaje się do tego niemal każde źródło światła. Od lampek rowerowych, po zabawki na baterie. Pomysły kończą się tam gdzie nasza kreatywność.

I co było dalej?

fot. Adrian Mechocki

Zacząłem od fotografowania małych przedmiotów, odgrzebałem nawet stare zabawki z dzieciństwa, które do niedawna dominowały w moich pracach. Oświetlenie takiego modela, by wyglądał na zdjęciu tak jak sobie tego życzę, wymaga często trzymania źródeł światła w obu rękach oraz kucania, siedzenia, leżenia w przeróżnych pozycjach. W dodatku zwykle nieruchomo przez dłuższy czas. To taka fotograficzna joga i też coś czym możemy się bawić w większym gronie. Im nas więcej tym większe są możliwości. Możemy poprosić znajomych i przyjaciół by pomagali z oświetleniem lub sami byli modelami. Taka sesja szybko przerodzi się w coś więcej niż tylko robienie zdjęć. Stanie się niesamowitą zabawą i opartą na wspólnym tworzeniu grą kreatywności. Grą świateł i cieni. Grą multiplayer.

Idąc tym tokiem rozumowania szybko zaangażowałem swoją ukochaną i spróbowałem zrobić takie zdjęcia jej samej i razem z nią. Chciałem przenieść technikę z przedmiotów na zdjęcia portretowe żywych ludzi. Inspirowałem się głównie kosmosem, obrazami galaktyk i mgławic. Spróbowałem pokazać na swoich zdjęciach śniącą o tych wszystkich rzeczach kobietę lub jej inne rozmarzone wizerunki. Z dumą prezentuję Wam efekt moich działań.

fot. Adrian Mechocki

Koniecznie muszę jeszcze przestrzec przed największą trudnością związaną z tym rodzajem fotografii – wybuchami śmiechu. Między każdym ze zdjęć, które tutaj oglądacie, trwała heroiczna wręcz walka o opanowanie rechotu. Bowiem by wykonać zdjęcie tego rodzaju model lub modelka, na czas wykonywania fotografii, musi powstrzymać się od najmniejszego nawet ruchu. I to po ciemku. By malowanie światłem mogło się udać musimy ograniczyć światło ogólne do zera. Radzę fotografom dobrze zapamiętać rozkład wszystkich mebli i założyć grube kapcie, by podczas malowania boleśnie się nie przekonać o ich rozmieszczeniu.

Fotograf czy malarz?

Na razie są tylko dwie możliwości. Albo oba jednocześnie, albo żadne z powyższych – jestem psychologiem. Choć marzę o byciu zawodowym fotografem to póki co się na to nie złożyło (choć kto wie co przyniesie przyszłość). Marzy mi się, aby moje hobby stało się czymś więcej (a kto by nie chciał?). Utrzymuję się bowiem z zupełnie innej branży, której nie zamierzam porzucić. Pracuję z niepełnosprawnymi dziećmi. Jestem wychowawcą i psychologiem w przedszkolu specjalnym. Lubię myśleć, że w dzień jestem dla innych, natomiast wieczorami, gdy trzymam w dłoniach aparat i maluję światłem to jestem dla siebie.

fot. Adrian Mechocki

Sam nie wiem czy bliżej mi do klasycznego malarza czy klasycznego fotografa. Zamiast farb i płótna używam światła, którym kreślę w powietrzu, ale by to uwiecznić korzystam z aparatu fotograficznego. Tak czy inaczej odnalazłem swój środek wyrazu, który przy okazji okazał się dość świeży.

fot. Adrian Mechocki

Ten rodzaj fotografii świetnie nadaje się na okładki książek, płyt muzycznych czy jako niecodzienny portret, który można umieścić na ścianie. Szczególnie jeśli tego typu fotografię umieścisz na akrylu. Dynamiczne i surrealistyczne wizje jako plakat nad łóżkiem lub nad biurkiem nastolatka? Jasne, ale i dorośli lubujący się w oryginalnej dekoracji wnętrz znajdą coś dla siebie. Jeśli jesteś rodzicem to zapewniam Cię, że taki prezent na Dzień Dziecka lub na zakończenie szkoły może zjednać uznanie niejednego, nawet zbuntowanego nastolatka.

fot. Adrian Mechocki

O autorze

Adrian Mechocki, urodzony w 1990 roku entuzjasta fotografii. Mieszka i pracuje w Warszawie. Nocą fotograf, a za dnia psycholog. Od roku regularnie chodzi po sklepach z zabawkami w poszukiwaniu ciekawych światełek twierdząc, że to dla dzieci z przedszkola, w którym pracuje. Światełka służą tak naprawdę technice fotograficznej zwanej „malowaniem światłem”, która jest jego ulubioną.

Facebook: @Gratyfiksacja
Instagram: @gratyfixation

Polub lub udostępnij artykuł:

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Avatar

Dominika Niewińska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *